Christopher Nolan’s Odyssey Fails to Deliver Emotional Punch Despite Stunning Scale
Christopher Nolan zabrał widzów do świata Homera, próbując przenieść na ekran „Odyseję” jako epicką opowieść o powrocie i cenie wojny. Film imponuje rozmachem, kostiumami, scenografią oraz wizjami mitologicznych istot, ale w dużej mierze nie domyka tego, co najważniejsze: spójnego scenariusza i emocjonalnego napięcia. Efekt to widowisko „ładne”, lecz chaotyczne w prowadzeniu wątków i zbyt płytko wykorzystujące potencjał bohaterów.
Dlaczego „Odyseja” wypada słabiej: problemy z układem historii
Jedną z kluczowych cech filmów Nolana bywa nielinearne prowadzenie narracji. W „Dunkierce” równoległe wątki budują różne odczucia czasu, w „Oppenheimerze” przeplatanie perspektyw ma prowadzić do kulminacyjnych momentów, a w „Memento” konstrukcja wynika z doświadczenia amnezji głównego bohatera. W „Odysei” pojawia się jednak zarzut braku celu dla takiego montażowego skakania między wątkami.
- Film przerzuca się między historią zalotników Penelopy, pobytem Odyseusza u Kalipso, wydarzeniami związanymi z Troją i powrotem do Itaki.
- Wątki są dodatkowo poszerzane o retrospekcje sprzed wojennej wyprawy.
- To prowadzi do wrażenia „jednego wielkiego bałaganu”, przez który traci się napięcie i przestrzeń na oczekiwanie na coś spektakularnego.
- W ocenie filmu nie powstają też mocne fundamenty pod kolejne wydarzenia ani aura zagrożenia czy tajemnicy, które mogłyby utrzymać widza w skupieniu.
Postacie działają głównie jako narzędzia narracyjne
Kolejny zarzut dotyczy tego, jak film traktuje bohaterów. Przy częstych przeskokach między wątkami postacie mają służyć przede wszystkim przekazywaniu informacji, a nie budowaniu wiarygodnych przeżyć czy relacji.
- Menelaos (Jon Bernthal) ma pojawiać się przede wszystkim w funkcji ekspozycyjnej, by wprowadzać kolejne retrospekcje.
- Wrażenie sprowadza się do tego, że taka rola mogłaby pasować do praktycznie dowolnego bohatera, bez wykorzystania charakterystycznych cech aktora.
- Dialogi są opisywane jako przeładowane patosem i ekspozycją, miejscami wręcz „wykładające” widzowi, jak ma odbierać emocje.
- Emocjonujące motywy epoki — wieloletnie oczekiwanie Penelopy, samotność Kalipso więziącej Odyseusza, tułaczka bohatera z dala od domu — mają istnieć, ale ich realizacja jest uznana za zbyt płytką.
W efekcie film ma sprawiać wrażenie, jakby oglądało się „ekspozycję muzealną”, a nie historię o ludziach.
To, co działa: budżet, spójność świata i wybrane elementy wizualne
Mimo krytyki scenariuszowej, produkcja otrzymuje wyraźne uznanie za stronę wizualną i skalę. Zdaniem recenzenta widać budżet, wewnętrzną spójność oraz konsekwentne przeniesienie do „nolanowej” wersji antyku.
- Scenografia i kostiumy mają potwierdzać rozmach oraz dbałość o realność świata przedstawionego.
- Mitologiczne stworzenia, w tym cyklop i olbrzymy, mają zachwycać obcością — także dzięki wykonaniu wizualnemu.
- Muzyka Ludwiga Göranssona jest określana jako patetyczna, głośna i energetyczna, dopasowana do podbijania wagi wydarzeń.
- Jednocześnie wskazano, że w pamięć zapada raczej jeden utwór, co ogranicza wrażenie wyjątkowości ścieżki dźwiękowej.
Obsada: znane twarze i ograniczenia w oddaniu emocji
Obsada jest opisywana jako „gwiazdorska”, ale z twarzy, które widzowie ostatnio oglądają zbyt często. Krytyka skupia się na tym, że scenariusz nie pozwala aktorom w pełni wykorzystać potencjału swoich ról.
- Tom Holland ma grać Telemacha w sposób porównywalny do wcześniejszego wizerunku Petera Parkera, z zastrzeżeniem, że tu humoru niemal nie ma.
- Zendaya jako Atena jest oceniana jako filmowo zbędna.
- Robert Pattinson wciela się w oślizgłego bohatera, ale jest to zestawiane z postacią Delfina z „Króla”, przy czym ten wcześniejszy był według oceny bardziej przerysowany i lepiej zapamiętywalny.
- Matt Damon i Anne Hathaway mają emanują charyzmą, lecz dramat ich postaci nie zostaje w scenariuszu domknięty, a także trudno zrozumieć przedstawioną miłość.
Co zostaje na końcu: moralizowanie zamiast katharsis
„Odyseja” ma według opisu próbować domknąć historię przekazem o schyłku ówczesnej cywilizacji i konsekwencjach losów ludzi. Problem w tym, że film — zamiast budować emocjonalną kulminację — ma to robić w sposób „rozprawkowy”, narzucając, jak interpretować podbicie Troi i pułapkę wymyśloną przez Odyseusza.
W tej ocenie jest za dużo szkolnej przeciętności, by powstało arcydzieło, które przypominałoby moc klasycznej opowieści i doprowadzało widownię do katharsis. Zamiast tego widz ma otrzymać „ładne filmidło”.
Ocena
5,5/10
