Halo: Campaign Evolved UE5 Remake Review—Bungie’s Classic Still Shines, Except Here
Halo: Combat Evolved doczekało się kolejnej próby odświeżenia — tym razem w formie remake’u zbudowanego na silniku Unreal Engine 5. „Halo: Campaign Evolved” ma przenieść pierwszą część serii do współczesnych standardów, ale opinie wokół projektu są mieszane: twórcy wyraźnie poprawili kilka elementów, jednak w kilku kluczowych miejscach pogorszyli to, co w oryginale działało najlepiej.
Co dostajesz w „Campaign Evolved” i dlaczego to ogranicza sens zakupu
To nie jest pełny remake całej „jedynki”. Produkcja obejmuje wyłącznie kampanię — bez trybu multiplayer, który w Halo stanowi równie istotny filar jak misje dla pojedynczego gracza (w tym granie w co-op). W ramach dodatków dostarczono trzy nowe misje będące prequelem do znanej historii, ale ich rozmach pozostaje ograniczony.
Według testu całość kampanii da się przejść w około 10 godzin. Na Steamie gra kosztuje 250 zł. W praktyce to ustawienie ceny za relatywnie niewielką zawartość jest jednym z powodów, dla których projekt ma trudniej przekonać szerszą grupę odbiorców — nawet tych, którzy lubią wracać do zadań i próbować na trudniejszych poziomach.
Dodatkowo pojawia się bariera techniczna: uruchomienie ma wymagać połączenia z kontem Microsoft. W opisywanym przypadku pierwsze próby logowania kończyły się awarią strony, a dopiero za trzecim podejściem udało się przejść przez synchronizację i rozpocząć grę. To oznacza, że część potencjalnych graczy może mieć kłopot już na samym progu.
Najmocniejsze strony: filmowe przerywniki, ruch i przeciwnicy
Jeśli chodzi o jakość wykonania, remake ma momenty, które robią bardzo dobre wrażenie. Najczęściej wskazywany jest poziom przerywników filmowych: animacja ma być na wysokim poziomie, a twórcy korzystają z mocnych kontrastów kolorystycznych i dopracowanego oświetlenia. W efekcie Chief ma prezentować się świetnie, a wrażenie ma przypominać to, co gracze lubili w odświeżonych cinematics z Halo 2.
Fundament rozgrywki pozostaje — w odczuciu testującego — zbliżony do oryginału. Zmiana silnika nie ma rujnować movementu ani strzelania, a walka i projekt starć nadal opierają się na tym samym, dobrze funkcjonującym modelu. Duże uznanie zbiera także AI przeciwników: wrogowie mają wykazywać spryt, flankować, wycofywać się na lepsze pozycje lub atakować frontalnie po wyczuciu momentu, gdy gracz kończy amunicję. Przykłady obejmują m.in. podstępne ataki z tyłu i wyraźnie różnicowane zachowania przedstawicieli frakcji.
Na plus wychodzi też uzbrojenie, które w tej wersji ma zawierać bronie niedostępne w oryginale, a pojawiające się dopiero w kolejnych odsłonach. W szczególności doceniono dodanie SMG, które w połączeniu ze strzelbą ma zmieniać styl gry i zwiększać presję na starcia z Przymierzem oraz Potopem.
Co w historii zmieniono, a co zostawiono
Większość wydarzeń ma wyglądać podobnie do oryginału, ale rozwinięto relację Master Chiefa z kapitanem Keyesem. Wprowadzono dodatkowy, symboliczny element, który ma nadawać postaciom większej głębi i spinać wątek w bardziej dramatyczny finał. To jest jedna z tych zmian, które test opisuje jako wyraźnie pozytywne.
Gdzie remake traci do oryginału: muzyka, czytelność i nowe „bariery”
Największe rozczarowanie dotyczy dźwięku — zwłaszcza muzyki. Soundtrack Halo jest opisywany jako jeden z najbardziej kultowych w historii gier, więc sam pomysł „zremasterowania całości” brzmi absurdalnie. W praktyce utwory mają brzmieć czystiej, ale jednocześnie płasko: wyciszone bębny i efekty elektroniczne, część dźwięków ma wręcz znikać, a muzyka traci rolę emocjonalnego wsparcia misji. W efekcie nowa ścieżka dźwiękowa ma podczas grania być niemal niezauważalna, podczas gdy oryginalna muzyka dalej ma mocno działać.
Problemy pojawiają się również w eksploracji. Halo znane jest z zachęcania do zaglądania „w każdy kąt” w poszukiwaniu ukrytej zawartości, ale w tej wersji testujący trafiał na nowe niewidzialne przeszkody — ściany, które przerywają próby dotarcia do pozornie niedostępnych miejsc. Zamiast wspierać ciekawość, ma to zniechęcać do zbaczania z wyznaczonej trasy.
Kolejny element to dubbing. Ponieważ dialogi nagrano ponownie, sam fakt re-recordingu nie jest problemem, jednak w części przypadków aktorzy brzmią na pozbawionych energii, jakby nagrywanie kolejny raz tych samych kwestii było ciężarem. Szczególnie mocno krytykowana jest interpretacja Cortany: w scenach, w których w oryginale miała wykrzykiwać emocjonalne ostrzeżenia, mówić w pośpiechu albo żartować z wydarzeń, teraz ma brzmieć jak „z obowiązku”. Efekt ma przypominać bardziej AI niż ludzką, emocjonalną część duetu z Chiefem. Zaznaczono, że w sieci mają istnieć porównania obu wersji.
Nowa grafika: wygląda świetnie, ale psuje czytelność i atmosferę
Oprawa wizualna pozostaje jednym z największych atutów „Campaign Evolved”, ale to atut z zastrzeżeniami. Testujący podkreśla, że gra na pierwszy rzut oka wygląda bardzo dobrze i oferuje masę nowych detali. Jednocześnie im dalej w grę, tym bardziej przeszkadza spadek przejrzystości.
Przeciwnicy mają zostać „urealistycznieni” — ich identyfikacja kolorystyczna jest mniej wyrazista, a broń również nie rozpoznaje się już tak szybko. W oryginale wyraźne różnice w barwach (np. czerwone grunty czy niebieskie Sangheili) pomagały szybko ocenić sytuację w dynamicznej walce. W tej wersji test opisuje wrażenie, jakby twórcy „wstydzili się” kolorowych rozwiązań, przez co część cech wpływających bezpośrednio na gameplay miała zostać utracona.
Dodatkowe efekty, takie jak dym, również bywają przeszkodą. W jednym z kluczowych momentów — finałowej jeździe Guźcem przez resztki UNSC Pillar of Autumn — nagromadzenie cząsteczek ma być tak duże, że testujący nie widział nic poza dymem i płomieniami w kolejnych tunelach.
Zmienia się także klimat. Oryginalne Halo CE miało wytwarzać atmosferę obcości po wejściu na pierścień: tajemnicze struktury i nienaturalne środowisko miały natychmiast dawać poczucie, że to miejsce stawiające gracza w świecie, którego nie rozumie. W „Campaign Evolved” ten czar ma prysnąć — lasy i dolinki wyglądają zbyt naturalnie i „ziemsko”.
Usprawnienia, które mają sens — ale nie rozwiązują podstawowego pytania
Nie jest tak, że remake nie ma dobrych decyzji. Wymieniono m.in. możliwość sterowania Guźcem klawiszami WASD na PC. Jest też zaskakująco przyjemna gra w trybie TPP, która ma zostać odblokowana po znalezieniu jednej z czach. Animacje Chiefa w tym ujęciu są oceniane jako nieco toporne, ale sam gameplay w perspektywie trzeciej osoby ma pasować do tempa kampanii.
Na plus oceniono także poziom trzech nowych misji — prequel dla Combat Evolved — dający czas z sierżantem Johnsonem. To ma być przyjemna historia bez przesadnych fajerwerków fabularnych, z zaprojektowanymi starciami i one-linerami. Dodatkowo misje mają pokazywać warianty struktur Przymierza oraz powierzchnie nowej planety, na które wcześniej nie było miejsca.
Jednocześnie pojawia się nadrzędna wątpliwość: dla kogo jest „Campaign Evolved”? Weterani mogą docenić nostalgiczny powrót, ale mogą szybciej wychwycić pęknięcia w remakowym podejściu. Nowym graczom test sugeruje najpierw oryginał albo wersję Anniversary, bo Combat Evolved — mimo upływu lat — ma nadal trzymać jako rdzeń „nieśmiertelnego” gameplayu.
Najważniejsze plusy i minusy w skrócie
- Filmowe przerywniki w nowej wersji wyglądają znakomicie, z dopracowaną animacją i oświetleniem.
- Ruch, strzelanie i podstawowa walka nie tracą charakteru po zmianie silnika.
- AI przeciwników pozostaje jednym z najmocniejszych elementów, z zachowaniami taktycznymi.
- Dodano bronie znane z późniejszych odsłon, poszerzając taktyki starć.
- Trzy nowe misje z Johnsonem są miłym dodatkiem (prequel do Combat Evolved).
- Muzyka po remasterze brzmi płasko i traci wpływ na emocje podczas misji.
- W eksploracji pojawiają się niewidzialne bariery blokujące próby dojazdu do miejsc poza trasą.
- Dubbing ponowiony dla części ról ma brzmieć gorzej, a Cortana szczególnie jest krytykowana.
- Nowa oprawa graficzna jest ładna, ale mniej czytelna w walce i zmienia atmosferę gry.
- Utrudnieniem jest wymóg logowania do konta Microsoft oraz opisywane błędy na wczesnym etapie uruchomienia.
